sobota, 24 listopada 2012

niebiańskie czy niebieskie podniebienie... w każdym razie smacznie było :D

po raz kolejny zaczerpnęłam inspiracji z kruszynowego bloga ( klik ) 
czego się nie robi z miłości? ja odkrywam swoje nowe oblicza w kuchni. przyznam szczerze, że nigdy w życiu nie robiłam tak skomplikowanego ciasta :o ale co tu dużo mówić warto było! co do przepisu rozpisywać się nie będę, znaleźć go można w linku zamieszczonym powyżej. przepisu nie zmieniałam, od siebie tylko dodałam niebieski barwnik spożywczy, żeby było również coś dla oka ;) 

a to efekt:


życzę smacznego wszystkim tym, którzy podejmą się zrobienia ciasta ;)

poniedziałek, 12 listopada 2012

Liebster Award




  wyróżniła mnie w Leibster Award. Przyznam szczerze, że wcześniej nie słyszałam o tej inicjatywie. Zrobiło mi się naprawdę bardzo miło. celem zabawy jest    nadanie wyróżnienia innej blogerce/ blogerowi, za "dobrze wykonaną robotę". Ważnym podkreślenia jest fakt, aby wyróżniać blogi o mniejszej ilości czytelników, celem ich propagowania;) po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań zadanych przez osobę nominującą. Następnie, my wyróżniamy kolejnych 11 blogów (w moim przypadku nie idę na ilość ale na jakość, więc będzie ich mniej;)), zadając im 11 pytań. 
całkiem przyjemna zabawa ;)




pytania które mnie przypadły w udziale to:
1. Czerwona szminka czy pomadka ochronna?
zdecydowanie pomadka ochronna! czerwonej szminki używać nie potrafię:/ nie wiem jak to jest że większość ląduje na moich zębach zamiast na ustach :(
2. Włosy długie czy zadziorny paź?
zadziorny paź mi się marzy, jednak w moim wypadku tylko długie włosy
3. Monica Belluci czy Jennifer Aniston?
monica belluci jako kanon piękna!
4. Makijaż francuski czy smokey eye?
make up no make up, czyli wersja francuska
5. Film czy książka?
o tym było już nie raz - książka ponad wszystko!
6. Twarz matowa czy rozświetlona?
rozświetlona
7. Cera jasna i porcelanowa czy śniada?
piękna gładka porcelanka
8. Usta pastelowe czy w kolorze wina?
pastelowe, czerwień mnie nie przekonuje
9. Twój smak i zapach dzieciństwa to... 
guma kaczor donald!
10.Szklanka do połowy pełna czy do połowy pusta?
niestety pusta:(
11.Twój jeden jedyny Kosmetyk Wszech Czasów to...   
oliwka hipp

do zabawy zapraszam:
http://minka-stories.blogspot.com/
http://mansini-obsession.blogspot.com/
http://kruszynowe-kucharzenie.blogspot.com/
http://magdaikosmetyki.blogspot.com/
http://fashionpart.blogspot.com/

a oto moje pytania:
1. kawa czy herbata?
2. komedia czy dramat?
3. pomidorowa z ryżem czy z kluskami?
4. biżuteria złota czy srebrna?
5. bond -sean connery czy daniel craig?
6. masło - do ciała czy do smarowania?
7. wanna czy prysznic?
8. blondyn czy brunet?
9. ulubiona postać z bajki?
10. góry czy morze?
11. w dzieciństwie marzyłam żeby zostać...?

miłej zabawy ;)

piątek, 19 października 2012

coś dla ducha i dla nosa - o ujędrnianiu w wydaniu kakaowym

po miesiącach intensywnego nawilżania skóry, niestety nadszedł czas na zadbanie o jej jędrność. niestety, bo jak by nie patrzeć, ciąża odcisnęła piętno na moim ciele w dość znaczący sposób. 
napisać chcę o balsamie do ciała firmy Palmers.  od kilku dni stosuję ich ujędrniające mazidło z koenzymem Q10. 

balsam ten wpadł mi w oko przy okazji zakupu paracetamolu w pobliskiej aptece ;)
wiele dobrego można przeczytać w sieci na temat produktów tej firmy. dodatkowo obietnice producenta sprawiły, że zdecydowałam się na wypróbowanie tego specyfiku.
producent poza oczywistymi komunałami opisującymi tego typu produkty, wspomina o "wyjątkowy działaniu nawilżającym i natłuszczającym, dzięki czemu skóra staje się miękka i gładka w szczególności po okresie ciąży i laktacji" - tym nie kupił, a ściślej mówiąc dzięki temu to ja go kupiłam ;)

pierwsze wrażenie - mocne uderzenie w nos! nigdy wcześniej nie spotkałam się z produktem do pielęgnacji ciała o tak intensywnym zapachu! zdarzało się, że balsam lub masło pachniały dość intensywnie - cóż, balsam ten wyprowadził mnie z błędu. w porównaniu z nim, można powiedzieć, że inne nie pachną w ogóle. co do samego zapachu. muszę przyznać, że chyba nie jestem jego wielką fanką... niby kakao gdzieś się przebija, ale dla mnie ma typowo anyżkowy zapach. dodatkowo jego intensywność i trwałość (o mamo! nigdy nie sądziłam, że będę na to narzekać!) powodują czasem u mnie uczucie nudności - zapach przesłania totalnie wszystko!
konsystencja balsamu - choć wydaje się być dość gęsty, jest jednak niezwykle wydajny a przy tym ładnie się wchłania. kilka minut wystarcza na całkowite wchłonięcie się produktu. ponadto, co ostatnio przytrafiało mi się nagminnie, balsam na skórze nie pozostawia tłustego filmu! duży +
co do efektu ujędrnienia, nie mogę się wypowiedzieć z oczywistych względów - czas użytkowania jest nazbyt krótki. jednakże na pewno zauważalne jest ładne nawilżenie skóry, myślę że pod tym względem jest to naprawdę całkiem niezły produkt.
cenowo jestem na prawdę mile zaskoczona - jak na apteczny produkt i 315 ml, 23 złote to nienajgorszy wynik.
podsumowując jednym zdaniem - wszystko super ekstra, ale do nadmiaru tego zapachu głowa jednak boli.

niedziela, 14 października 2012

kilka dni po

uffff... już po
dzięki za wsparcie, wiele dla nie znaczy kilka słów wsparcia, niezależnie od tego kto je kieruje - doceniam z całego serca.
dziecko - cóż wielkiego odkrycia nie będzie - stanowi miłość mojego życia, ważniejszej osoby na tym świecie nie ma i nie będzie, pewnie do momentu pojawienia się rodzeństwa (mam nadzieję że ten moment w trochę dalszej przyszłości nastąpi. zdjęć dziecka publikować nie będę, byłoby to wbrew moim przekonaniom na temat wykorzystywania wizerunku dzieci, ale o tym może kiedy indziej napiszę.
szczegółów porodu opisywać nie będę, myślę że każda kobieta ma mniejsze lub większe pojęcie na ten temat. powiem tylko, że w moim przypadku 6h regularnego zmagania się ze skurczami zostało zwieńczone cesarskim cięciem. sama już nie wiem, czy to gorzej, czy to lepiej, najważniejsze że dziecko przyszło na świat bez zagrożenia życia, całe i zdrowe otrzymując dychę w skali apgar. co do pobytu w szpitalu, cóż... nie znam osoby która lubiłaby przebywać w tego typu placówkach. co do kompetencji personelu, nie mogę powiedzieć złego słowa, jednak minimum empatii niektórym by się przydało. oczywiście pominę warunki polskich placówek. konkluzja z 4 dniowego pobytu na oddziale położniczym jest taka, że kobieta w tym miejscu pozbawiona jest nie tylko intymności ale i momentami godności. niczym niezwykłym było to, że cztery kobiety na sali siedziały z odsłoniętym biustem, który sobie masowały, jednocześnie rozmawiając ze szczegółami o tym jak wyglądały ich porody. parodia, śmiech przez łzy, ciężko stwierdzić. 
obecnie minęły dwa tygodnie odkąd mogę w pełni i dumnie nazywać się mamą. dziecko rośnie w oczach, wiadomo kilka nocy było nieprzespanych, ale takie są uroki macierzyństwa. dumny tata również spisuje się na medal. miewa krytyczne momenty argumentując, że "nie wie o co jej chodzi". przecież to takie dziwne że dwutygodniowe dziecko nie artykułuje swoich potrzeb ;) 
podsumowując, chyba nie napiszę nic odkrywczego, że dziecko i tak jest warte tego wszystkiego, tych 9 miesięcy, bóli kręgosłupa, opuchniętych nóg i huśtawek nastrojów. warte jest porodu, jaki on by nie był. warte jest nieprzespanych nocy, chwil okropnego hałasu i frustracji związanej z niemocą. dlaczego jest warte? ciężko jest ująć w słowa uczucie, które powoduje dziecko trzymane w rekach, jego zapach, ciepło i uśmiech. wydaje mi się że jest to uczucie miłości i szczęścia czystego w 100%

czwartek, 20 września 2012

już tylko kilka dni

czas nieubłaganie leci... w moim przypadku ostatnich 9 miesięcy minęło bardzo szybko, tak naprawdę sama nie wiem kiedy - jedyną oznaką upływającego czasu był rosnący brzuch (teraz już wiem co mieli na myśli rodzice mówiąc że po dzieciach widać jak się starzejemy). Wszyscy mówią, że jest to czas wystarczający na przygotowanie się do nowej roli. w moim odczuciu nie ma nic bardziej mylnego. Każdy dzień zbliżający mnie do spotkania się z Robaczkiem sprawia, że pojawia się coraz więcej wątpliwości, jeszcze więcej strachu czy podołam. Mam nadzieję że strach ma wielkie oczy i że nie będę musiała "jakoś" sobie radzić, tylko że największy egzamin życia z przedmiotu jakim jest macierzyństwo zdam chociaż przyzwoicie. Jest tyle rzeczy przed którymi maleństwo chciałaby ochronić, tyle rzeczy dziecku chciałabym zapewnić, czy to wszystko bezie możliwe? znając brutalność życia nie, ale tylko starając się, podejmując trud dowiem się. Niestety miłość matki i ojca nie wystarcza - za coś dziecko trzeba ubrać, nakarmić, zapewnić byt nieodbiegający od rówieśników no i start w przyszłość najlepszy z możliwych. Plany już są, być może postawione na wyrost, być może nie do końca osiągalne. Choć moim rodzicom nie mam nic do zarzucenia, w dzieciństwie jak i na dzień dzisiejszy wiem że pomagali mi na tyle na ile mogli, zapewnili wszystko czego potrzebowałam (lub po prostu chciałam). To ja podejmowałam błędne decyzje. Dlatego też uważam że dzieckiem trzeba pokierować, nie zostawiać mu zbyt wiele wolnego czasu na głupoty. Uważam że błędem jest pozostawianie całkowicie wolnej woli dziecku - w moim przekonaniu dziecko to skarbonka bez dna w którą trzeba inwestować ile tylko można. Dzieckiem trzeba pokierować, pokazać możliwości, może nawet czasem do czegoś zmusić. Mnie rodzice do niczego nie zmuszali. I chyba o to mam do nich największe pretensje. Nastolatek nie jest w stanie pojąć jak bardzo w życiu przyda mu się pewna wiedza czy umiejętności. Ja dziś żałuję, że nie przymuszono nie do nauki dodatkowych języków obcych pomimo że miałam ku temu predyspozycje i możliwości. Żałuję że przestałam uprawiać sport. Wielu rzeczy żałuję, dlatego tez postanowiłam sobie dać dziecku takie wykształcenie i możliwości, żeby w życiu mogło robić to co lubi jednocześnie nie musiało się martwić o przyszłość tak jak ja w ty momencie.

poniedziałek, 3 września 2012

TAG: reading is cool



Nie wyobrażam sobie życia bez czytania. W moim przekonaniu czytanie nie tylko jest świetną formą spędzania czasu, ale również niezwykle seksowne. Co może być bardziej pociągającego od inteligentnego i oczytanego rozmówcy? Wzbogacony zasób słów, szersze horyzonty sprawiają, że druga strona staje się automatycznie bardziej interesująca.
Biorę udział w zabawie dzięki MizzVintage
Przechodzę do TAGu:

1. O jakiej porze dnia czytasz najchętniej?
Czytam dniem, nocą, o poranku i o północy. Czytam zawsze kiedy mam wolnych 5 minut i książkę w zasięgu ręki, a tę staram się mieć zawsze przy sobie ;) każda pora jest odpowiednia na zanurzenie się  w lekturze!


2. Gdzie czytasz?
 najbardziej lubię czytać w łóżku z kubkiem herbaty. Nie zmienia to jednak faktu, że jakąś książkę staram się mieć zawsze przy sobie. Dlatego też czytam w komunikacji miejskiej, w kolejce do lekarza, w trakcie studiów na wykładach (zawsze lektura ciekawsza była od tego co mówił wykładowca :P) 
 

3. W jakiej pozycji najchętniej czytasz?
Najbardziej odpowiada mi pozycja półleżąca. Niby siedzę niby leżę takie nie wiadomo co, nogi podkurczone stanowią idealną podporę dla książki;) Dla mnie mistrzem jest moja mama - ona potrafi czytać leżąc w wannie :O tej techniki jeszcze nie opanowałam


4. Jaki rodzaj książek czytasz najchętniej?
Najczęściej sięgam po fantastykę. Posiadam całą kolekcję książek sir Terrego Pratchetta z serii świata dysku (tu o tym pisałam). Niewątpliwie jest on moim ulubionym autorem. Obecnie zanurzam się w kolejnej trylogii, której autorką jest Trudi Canavan - Trylogii Zdrajcy.
Ponad to czytam wszystko co mi wpadnie w ręce - od dziecięcych opowiadań typu Mikołajek po neurotyczne powieści pióra Haruki Murakami.


5. Jaką książkę ostatnio kupiłaś / dostałaś?
Dzisiejsza świeżynka - tom drugi trylogii zdrajcy - Łotr autorstwa T. Canavan


6. Co czytałaś ostatnio?
Notorycznie Czytam kilka pozycji na raz. W minionym tygodniu skończyłam Misję Ambasadora z wspomnianej już trylogii zdrajcy oraz trzecią część 19Q8 Murakamiego.


7. Co czytasz obecnie?
 Łotr - tom drugi trylogii zdrajcy oraz Nostalgia Anioła autorstwa Sebold




8. Używasz zakładek, czy zaginasz ośle rogi?
Niestety przyznaję się bez bicia - w większości przypadków zaginam rogi :(
staram się używać zakładek ale coś mi nie wychodzi :(


9. Audiobook czy książka?
Audiobooki były w dzieciństwie - choć wtedy nazywałam je po prostu bajkami na kasetach :P. W chwili obecnej nawet nie zwracam na nie uwagi - nie wyobrażam sobie nie czytać książki :O




10. Jaka jest Twoja ulubiona książka z dzieciństwa?
Czy dzieciństwo to również okres lat 11-12? jeżeli tak to do dziś dzień mój ulubiony, niezastąpiony Harry Potter do którego wracam do dziś!


11. Którą z postaci literackich cenisz najbardziej?
Myślę że będzie to niania Ogg z powieści T. Pratchetta - jej znajomość powiedzonek oraz piosenka o "lasce maga" odmieniły moje życie na zawsze :D


12. Ulubione książki.
Nie napiszę nic nowego - książki z serii świata dysku Pratchetta, oraz Harry Potter zdecydowanie odmieniły moje życie!



ot, tyle ode mnie, zachęcam do zabawy, jeżeli w ogóle ktoś przeczyta moje wypociny :P 
 
 
 
 
 
 

wtorek, 28 sierpnia 2012

OM NOM NOM

Przełykając ślinkę czytając Kruszynowy przepis na rogaliki z jabłkami, postanowiłam następnego dnia stanąc przy piekarniku. 
Najpierw udałam się do sąsiada po świeżo zerwane papierówki <3, dodatkowo postanowiłam wykończyć koszyk malin, które w świeżej formie już mi się przejadły.
Następnie sięgnęłam źródła w celu pozyskania receptury na ciasto. oczywiście ściśle podany przepis został zamieniony na miarę w kuchni najlepiej sprawdzoną NA OKO :D
toteż na oko:
trochę ponad pół kilograma mąki
3/4 szklanki cukru
półtorej torebki proszku do pieczenia
paczka margaryny 
pól szklanki jogurtu naturalnego  (powinna być śmietana - tłuszcz został zastąpiony odrobiną masła)
cynamon
cukier waniliowy
jabłka
maliny
cukier puder

ciasto, cóż nic łatwiejszego - wymieszanie wszystkich składników na gładkie ciasto
ciasto pocięte na trójkąty
trójkąty wypełnione poszatkowanymi owocami - jabłka + cynamon oraz maliny + cukier waniliowy
ciasto zawinięte na kształt rogalików francuskich wkładamy do piekarnika nagrzanego do 180 st.


nie umiem piec ciast na czas - ciasto jest wtedy dobre kiedy jest upieczone na słocisto a dodatkowo zawsze sprawdzam za pomocą wykałaczki - jeżeli ciasto nie zostaje na wykałaczce, oznacza że ciacho jest upieczone
ciepłe ciasto posypane cukrem pudrem wymieszanym z cukrem waniliowym i o... koniec!
nic dodać nic ująć - niebo w gębie!







rogaliki dzięki temu że są zawinięte w dość grube ciasto, pozwalają owocom puścić soki, jednocześnie ich nie przepuszczając. dzięki temu uzyskujemy kruche ciasto w połączeniu z soczystymi owocami... na samą myśl znowu leci mi ślinka! przepis gorąco polecam, prosty łatwy i przyjemny, dający satysfakcję zwłaszcza jeśli ciastkami zajadają się też inni ;)